Bom dia! Witam na pokładzie. Dziś uruchomiłem maszynę czasu i cofnąłem się do roku 2007, kiedy pierwszy raz wylądowałem w Portugalii. Lizbona nie pozwala o sobie zapomnieć, nawet po tylu latach. Pachnie pieczonymi sardynkami, kawą i oceaniczną bryzą, a w jej powietrzu unosi się tęskna melodia fado, płynącą z niewielkich restauracji. To miasto najlepiej poznaje się powoli – spacerując, zatrzymując się na punktach widokowych (miradouros) i pozwalając, by prowadziły nas jego strome uliczki.
Dzielnica Alfama i Tramwaj 28
Jeśli istnieje miejsce, które najlepiej oddaje duszę Lizbony, jest nim bez wątpienia Alfama. To najstarsza dzielnica miasta, której średniowieczny układ ulic przetrwał katastrofalne Trzęsienie ziemi w Lizbonie z 1755 roku. W przeciwieństwie do wielu innych części miasta Alfama nie została całkowicie zniszczona, dzięki czemu do dziś można spacerować wąskimi, krętymi uliczkami niemal takimi samymi jak przed kilkuset laty.

Najlepszy sposób, by tu dotrzeć, to podróż zabytkowym, żółtym tramwajem linii 28 – przygotuj się na ostre zakręty i podjazdy, które potrafią przyprawić o szybsze bicie serca! Te niewielkie, drewniane wagony kursują po mieście od pierwszej połowy XX wieku i do dziś pokonują niezwykle strome ulice dzięki specjalnie przystosowanej konstrukcji. Podróż linią 28 to nie tylko środek transportu, ale prawdziwa atrakcja turystyczna.
Tramwaj przeciska się przez uliczki tak wąskie, że czasami wydaje się, iż pasażerowie mogliby dotknąć ścian mijanych kamienic. Trasa prowadzi przez najpiękniejsze historyczne dzielnice, w tym Alfamę, Graçę, Baixę i Estrelę, pozwalając zobaczyć najważniejsze fragmenty starej Lizbony bez wielogodzinnego spaceru.
To jedna z tych atrakcji, podczas których sama podróż staje się celem.
Spacer po Alfamie przypomina odkrywanie labiryntu. Pranie rozwieszone między balkonami, niewielkie place, ukryte kawiarnie i dźwięki tradycyjnego fado tworzą atmosferę, której nie sposób znaleźć nigdzie indziej. To właśnie tutaj warto wejść na jeden z licznych punktów widokowych, takich jak Miradouro de Santa Luzia czy Miradouro das Portas do Sol. Rozpościera się z nich panorama czerwonych dachów miasta i szerokiego ujścia Tagu.
Dzielnica Belém – Kraina Odkrywców i Słodyczy.
To stąd w XV i XVI wieku wypływały karawele Vasco da Gamy. Musisz koniecznie zobaczyć imponujący Klasztor Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos) oraz wieżę Torre de Belém – oba obiekty to kwintesencja unikalnego, portugalskiego stylu manuelińskiego, pełnego motywów morskich i liny okrętowej wykutej w kamieniu.
Ciekawostka: Dzielnica jest prawdziwym skarbcem zabytków wpisanych na listę UNESCO.

Klasztor Hieronimitów
Największym zabytkiem Belém jest Klasztor Hieronimitów. To arcydzieło stylu manuelińskiego – niezwykle bogato zdobionej odmiany późnego gotyku, która powstała wyłącznie w Portugalii i odzwierciedlała bogactwo kraju płynące z handlu zamorskiego.

Budowę klasztoru rozpoczęto w 1501 roku z funduszy pochodzących z handlu przyprawami. W jego murach modlili się marynarze przed wyruszeniem w nieznane, a dziś spoczywa tutaj między innymi Vasco da Gama. Warto zwrócić uwagę na krużganki – uznawane za jedne z najpiękniejszych w Europie.

Torre de Belém – strażniczka Lizbony
Kilkaset metrów dalej nad brzegiem Tagu stoi Wieża Belém. Ta XVI-wieczna fortyfikacja przez wieki strzegła wejścia do portu i była jednocześnie reprezentacyjną bramą miasta dla statków wracających z dalekich wypraw. Bogate zdobienia, motywy lin okrętowych, krzyże Zakonu Chrystusa i orientalne wpływy sprawiają, że wieża jest jednym z najpiękniejszych przykładów portugalskiej architektury manuelińskiej.
Dziś to jeden z najczęściej fotografowanych zabytków Portugalii.
Winda Santa Justa – lizbońska „wieża Eiffla”
W centrum miasta uwagę przyciąga niezwykła Winda Santa Justa. Powstała w 1902 roku jako elegancki sposób pokonywania dużej różnicy wysokości pomiędzy dolnym miastem Baixa a wyżej położoną dzielnicą Chiado. Kolejki są duże aby nią wjechać na górę – ale czas oczekiwania rekompensują widoki – już z góry 😀.

Jej stalowa, ażurowa konstrukcja często kojarzona jest z projektami Gustave Eiffel. Choć sam Eiffel nie był autorem windy, zaprojektował ją jego uczeń, Raoul Mesnier du Ponsard, który wykorzystał rozwiązania charakterystyczne dla słynnej szkoły inżynierskiej Eiffla.
Z platformy widokowej na szczycie rozciąga się jedna z najpiękniejszych panoram starej Lizbony. Fotki zawsze wychodzą niesamowite. Dawno temu właśnie w okolicach tej platformy przygotowywał Robert Makłowicz ciekawe danie – chyba z krewetek i częstował wszystkich dookoła 😀.
Smakowity sekret
Tuż obok klasztoru znajduje się legendarna cukiernia wypiekająca Pastéis de Belém – chrupiące babeczki z kremem budyniowym, których receptura jest pilnie strzeżoną tajemnicą od 1837 roku. Podawane na ciepło z cynamonem i cukrem pudrem to absolutny kulinarny rytuał. Dla mnie to pychota. Palce lizać. Można tego zjeść naprawdę dużo 😀.

Most 25 Kwietnia – czerwony gigant nad Tagiem
Każdy, kto wjeżdża do Lizbony od południa, natychmiast zauważa imponujący czerwony Most 25 Kwietnia. Tym mostem wjechałem od Lizbony podróżując przez Algarve (od samego Faro na wschodzie). Widok jest imponujący.
Jego charakterystyczny kolor i konstrukcja kratownicowa sprawiają, że wielu turystów porównuje go do Golden Gate Bridge. Podobieństwo nie jest przypadkowe – most został zaprojektowany przez amerykańską firmę, która uczestniczyła również w budowie mostu nad zatoką w San Francisco. Oddany do użytku w 1966 roku początkowo nosił nazwę Most Salazara, jednak po pokojowej Rewolucja goździków otrzymał obecną nazwę upamiętniającą 25 kwietnia 1974 roku – dzień odzyskania demokracji przez Portugalię.

Most ma ponad 2 km długości i wznosi się około 70 metrów nad wodami Tagu. Przejeżdżające po nim samochody i pociągi tworzą charakterystyczny rytm, który stał się nieodłącznym elementem pejzażu miasta.
Podsumowując
Lizbona jest miastem kontrastów – średniowieczna Alfama spotyka się tu z monumentalnym Belém, zabytkowe tramwaje wspinają się po stromych ulicach, nowoczesne mosty przecinają szeroki Tag, a muzyka fado przypomina o tęsknocie za dawnymi morskimi wyprawami.
Patrząc po moich doświadczeniach – polecam Wam znalezienie jakiegoś przytulnego lokalu, restauracji z dobrą kuchnią, gdzie możecie zapomnieć o bożym świecie, niekoniecznie w centrum. Najlepiej z muzyką fado na żywo. Melodie są piękne, nostalgiczne. Można wówczas złapać relax, odprężenie i z kieliszkiem dobrego wina cieszyć się życiem.
To miejsce, do którego wielu podróżników wraca nie dla kolejnych zabytków, lecz dla wyjątkowej atmosfery, światła odbijającego się od rzeki i poczucia, że historia wciąż jest tu obecna na każdym kroku.